czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział pierwszy

-Hermiona- Ron Weasley jak zwykle o godzinie 17:00 przekroczył próg mieszkania i upewnił się czy żona na niego czeka. Miotała nim szaleńcza obsesja na jej punkcie. Nienawidził z nią wychodzić bo wydawało mu się, że każdy mężczyzna pożera jej ciało wzrokiem. A ona należała do niego. Ślubowała mu miłość i posłuszeństwo, więc miał prawo je egzekwować.
-W kuchni- gdy usłyszał jej głos ,wyraźnie się odprężył. Nadal czuł niepokój, ale wchodząc do kuchni, nie dał nic poi sobie poznać. Sięgnął po szklankę i nalał sobie porządną ilość wódki. Hermiona podeszła do męża i ucałowała go w policzek. Musiała zachowywać się normalnie. Jej mąż był świetnym w tym, co robi. Potrafił połączyć ze sobą fakty, które innym wydawały się zupełnie nieistotne.-Zrobiłam Twojego ulubionego homara
-Nie musiałaś się tak wysilać. Jutro wyjeżdżam z Harrym. Masz mnie spakować. Najpewniej wrócimy w piątek. Chyba rozumiesz, jak spędzimy piątkowy wieczór?-popatrzył na nią podejrzliwie, a jego oczy wyrażały okrucieństwo.
-Ależ oczywiście. Czy będę mogła odwiedzić Ginny? Nie widziałam jej prawie od dwóch miesięcy-uraczyła go najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było ją stać. Po chwili ciszy Ron z wyrazem gniewu na twarzy, wstał i wymierzył jej siarczysty policzek.
-Skoro Ci na to nie pozwoliłem, widocznie nie zasłużyła. A teraz mi nie przeszkadzaj. Muszę się zrelaksować przed misją. Śniadanie ma być gotowe przed siódmą- po tych słowach wyszedł i udał się do sypialni. Kobieta przycisnęła dłoń do bolącego policzek. Miała pewność i okazję, żeby zmienić swoje życie. Dzięki całej tej sytuacji zapewniła Ginny bezpieczeństwo. Osoby w jej stanie nie powinny się denerwować. Ron będzie wiedzieć, że nie ukryła się z jej pomocą. Szybko posprzątała po obiedzie i spakowała swojego męża. Przygotowała składniki, potrzebne do jutrzejszego śniadania i skierowała się w stronę łazienki. Jednak zrezygnowała z prysznica i najciszej jak potrafiła, położyła się do łóżka. Ron już dawno spał, ale ona nie mogła. Może ze strachu, a może ze szczęścia. Udało jej się dopiero po północy.
****
Noc minęła bardzo szybko. Hermiona obudziła się i z ulgą stwierdziła, że ma wystarczająco dużo czasu na przygotowanie posiłku. Cichutko zbiegła do kuchni. Dopiero teraz zaczęła czuć wątpliwości. Jednak słowo się rzekło. Z domowych szafek wyciągnęła patelnie, a z lodówki jajka. Smażąc je, zastanawiała się jak mogła tak zaprzepaścić swoje życie. Punktualnie o siódmej Ron pojawił się w kuchni. Ucałował ją niezbyt delikatnie i usiadł przy stole. Panowała idealna cisza. Po śniadaniu Granger jako przykładna żona odprowadziła swojego „ukochanego” do drzwi. Pożyczyła mu powodzenia i z irytacją czekała na dźwięk teleportacji. Gdy upewniła się, że Ron już nie wróci, spod kuchennego zlewu wyciągnęła wszystkie potrzebne rzeczy. Paszport, który ukradła sąsiadce. Należał do kobiety, zmarłej córki pani Jones, która mieszkała dwa piętra wyżej. Nie czuła się z tym dobrze, ale miała nadzieję, że starsza pani jej to wybaczy. Często ją odwiedzała w tajemnicy przed mężem, gdyby się dowiedział na pewno by jej tego zabronił. Dalej farbę do włosów, rozjaśniacz i telefon. Pierwszy raz cieszyła się, że wychowała się w mugolskiej rodzinie. Nie miała jednak czasu na rozmyślania. Jeśli chce uciec musi się pośpieszyć. Z szuflady wyciągnęła nożyczki. Z blatu zgarnęła produkty do włosów i poszła do łazienki. Kiedy spojrzała w lustro przeraziła się. Na jej policzku widniał ogromny ślad dłoni. Przełknęła głośno ślinę i zabrała się do pracy. Swoje długie do pasa włosy, cięła z największa pogardą. Pamiętała każdy komplement, który ich dotyczył. Kiedy skończyła jej włosy sięgały ledwo ramion. Płakała i krzyczała jak wielką idiotką była, myśląc, że prawdziwa miłość istnieje. Trzęsącymi się rękoma nałożyła na nie rozjaśniacz, a później farbę. Po półtorej godzinie przed lustrem stała już blondynka. Teraz zostało jej już tylko jedno. Wykonała ostry makijaż, który zupełnie do niej nie pasował. Wyglądała karykaturalnie, ale zupełnie jak nie ona sama. A właśnie o to chodziło. Sprzątnęła bardzo dokładnie włosy i zapakowała do worka, później udała się do garderoby. Wyciągnęła pieniądze ze swojej tajnej skrytki. Nie była to fortuna, ale babcia zostawiła jej wystarczająco dużo na ucieczkę. Nigdy nie zdecydowała się o nich powiedzieć, a tym bardziej wpłacić ich do banku. W tamtym momencie dziękowała Bogu, że postąpiła. Chwyciła małą torbę i wrzuciła do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Opuściła pokój bez żalu, a z wyraźną ulgą. W przedpokoju ubrała płaszcz i kozaki. T Dopakowała trampki do swojego skromnego dobytku i sięgnęła po swoją różdżkę. Wypowiedziała zaklęcie, które sprawiło, że kawałek patyka stał się zupełnie bezużyteczny. Był niewykrywalny, a dzięki wielkim zdolnością swojej właścicielki mógł odzyskać moc tak szybko, jak ją stracił. Kobieta z wielkim sentymentem przycisnęła patyk do swojej piersi i otarła pojedyncze łzy. Szybko zawinęła różdżkę w papier i ukryła między ubraniami. Chwyciła klucze, które zawsze leżały na komodzie przy wejściu. Wyszła i zakluczyła drzwi. Wcześniej dokładnie obserwowała rozkład dnia sąsiadów. Aktualnie nikt nie mógł jej widzieć. Zbiegła po schodach tak szybko jak pozwalał jej na to bagaż i worek, który niosła. Przeszła dokładnie trzy ulice po czym wyrzuciła włosy i klucze do kosza. Wreszcie poczuła się wolna, ale wiedziała, że to dopiero początek jej walki o normalność. Cały czas kierowała się w stronę dworca. Nie wiedziała ile dokładnie jej to zajęło, ale była z siebie dumna. Raz prawie wpadła na swoją teściową. Miała szczęście, gdyż Pani Weasley jej nie rozpoznała. Miała do niej ogromny żal. Wiele razy prosiła ją o pomoc, ale tamta nigdy jej nie pomogła. Zbywała wszystko uśmiechem i słowami, że przecież zawsze mogła trafić gorzej. Na dworcu Miona od razu skierowała się w stronę kas. Uważnie przyjrzała się sprzedawcą. Bez zastanowienia się, podeszła do pięknej brunetki. Kobiety niezbyt dobrze pamiętają, komu sprzedały bilet jeżeli była to inna kobieta. Mężczyzna mógł ją rozpoznać, a ona nie chciała ryzykować.
-Poproszę bilet na najbliższy pociąg do Edynburga- starała się brzmieć pewnie i nie dać odczuć sprzedawczyni, jak bardzo się denerwowała.
-Dowód tożsamości-brunetka obdarzyła ją znudzonym spojrzeniem i namiętnie zajęła się żuciem gumy balonowej.
-Proszę- Hermiona podała kobiecie paszport, próbując opanować drżenie rąk.
-Ma pani szczęście, pociąg odjeżdża za 10 minut, z peronu czwartego- nasza główna bohaterka już miała odejść, gdy zatrzymały ją słowa.
-Pani Charlotto, zapomniała pani dokumentów- dopiero po chwili do byłej panny Granger zrozumiała, że mowa o niej. Od dzisiaj Hermiony już nie ma. Z przymusu została Charlottą Lucas. Będąc nastolatką uwielbiała „Dumę i Uprzedzenie”. Dlatego jej nowe dane wydały jej się dość zabawne. -Dziękuje.
Szybko wzięła dokumenty i pobiegła na peron. Do przedziału wsiadła jako jedna z ostatnich. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu szczerze się uśmiechała.
****
Podróż była koszmarem. Mimo tego, że pociąg nie należał do najwolniejszych, nudziła się okrutnie. Przyzwyczaiła się, że może pojawiać się wszędzie, gdzie chce. Po 28 godzinach przepełnionych strachem i lękiem, usnęła niespokojnym snem. Wszystko do niej wróciło. Znów płakała, kiedy Ron ją bił. Kolejny raz maskowała siniki. W snach była bezbronna jak mała dziewczynka.
-Proszę pani- poczuła lekkie szarpanie.-Zaraz przystanek.
-Dziękuję- Charlotta (jak zaczęła nazywać siebie w myślach) chwyciła za torbę i wyszła z przedziału. Zrozumiała, że Ron pewnie jeszcze nie wie, że uciekła. Kiedy wysiadła, stanęła na uboczu i podliczyła fundusze. Nie było źle, ale o luksusach mogła w zupełności zapomnieć. Miała również świadomość, że jutro musi wyruszyć do Glasgow. Niedaleko znalazła jakiś hotel. Był okropny i zatrzymać w nim się mogli tylko ludzie szemranych interesów. Nawet nie pytano o jej dane. Po opłaceniu noclegu, dostała klucz. Rozpłakała się kiedy, zastała brązową wodę w kranie, brudne okna i robaki na ścianach. Zmyła makijaż, wzięła szybki prysznic i położyła się spać... Obudziły ją promienie słońca, tańczące na jej twarzy. Pozbierała swoje rzeczy, ubrała się i pomalowała. Opuściła pokój i pognała na dworzec. Cały proces z kupnem biletu powtórzył się. Jednak tym razem podróż trwała o wiele krócej i była przyjemniejsza. Teraz zostało jej tylko znaleźć miejsce, w którym będzie bezpieczna. Miała pewien pomysł, ale nie wiedziała czy uda się jej, wcielić go w życie. 

5 komentarzy:

  1. Jak mnie zaciekawiłaś :) Naprawdę! Ron to taki zły mąż...Biedna Hermionka :( Jak rozumem Ginny jest w ciąży jak nie może się denerwować chyba dobrze rozumiem. Charlotto śliczne imię mam nadziej że dobrze je napisałam. Fajnie! Szkoda że krótkie z chęcią zatopiłaby się w tym tekście. Ja też pisałam krótkie, ale teraz już dłuższe.
    Mam prośbę czy mogłabyś mnie poinformować w zakładce "spam" o nowym rozdziale? I zapraszam do siebie http://szukam-milosci.blogspot.com/
    Pozdrawiam,
    Beca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej....
      Bardzo dziękuję za miły komentarz. Oczywiście, że Cię poinformuję.
      Pozdrawiam
      Orchidee

      Usuń
  2. Bardzo podoba mi się że Hermi jest taka odważna! Ciekawe co z Gin? I jak zareaguje Ron? Czy ja znajdzie? Żałuję że dopiero teraz trafiłam na ciebie :( no ale cóż przynajmniej mam więcej rozdziałów teraz i szybciej zaspokoje swoją ciekawość! ;) pozdrawiam
    Julka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ron to kretyn... Jak można bić swoją żonę? To potwór nie człowiek. Dobrze, że uciekła mam nadzieję, że będzie szczęśliwa :)
    Czytam dalej!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis
    http://ingis-at-glacies-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy